Juvenia Kraków - Ogniwo Sopot

Lider nie dał szans, Juvenia kończy sezon z siódmą lokatą

Zgodnie z przewidywaniami, niepokonane w tym sezonie Ogniwo Sopot nie dało szans Juvenii w ostatnim meczu rundy zasadniczej Ekstraligi. Goście od pierwszych minut byli nie tylko zdeterminowani, ale też skuteczni i wygrywając 71:15 (30:3) zapewnili sobie prawo gry w finale na własnym boisku. Smoki mimo wysokiej porażki utrzymały 7. pozycję w tabeli.

W ostatnim meczu w składzie gospodarzy zabrakło kilku kluczowych zawodników. Z powodu urazów nie mogli zagrać Michał Jurczyński, Krzysztof Gola, Dominik Bryński i Tomir Wiertek. – Kontuzje były jednym z poważnych problemów, z jakimi borykaliśmy się w tym skróconym sezonie. Taka jednak jest prawidłowość, że drużyny, które większość czasu spędzają w obronie, odnoszą więcej urazów niż te atakujące – powiedział po meczu Konrad Jarosz.

Ogniwo narzuciło mocne tempo już od pierwszych minut. Goście szybko zdobyli cztery przyłożenia i… nieco zwolnili tempo. Kontrolowali przebieg spotkania, wyraźnie oszczędzając zawodników przed czekającym ich za dwa tygodnie wielkim finałem. Mimo to Juvenia nie była w stanie stworzyć poważnego zagrożenia, przed przerwą punktując tylko po rzucie karnym (3:30).

Drugą połowę znów lepiej zaczęli goście, ale wkrótce nastąpiło krótkie przebudzenie Smoka. Najpierw na polu punktowym zameldował się Krzysztof Jopert, a chwilę później dwóm obrońcom wyśliznął się Grzegorz Gołębiowski i przyłożył tuż za słupami. Łącznik ataku podwyższył swoją „piątkę” i na niespełna kwadrans przed końcem było 15:52. Wydawało się, że gospodarze mogą przejąć inicjatywę i jeszcze pokazać pazur, ale ich zapał ostudzili sopocianie, ponownie przejmując inicjatywę i zdobywając kolejne trzy przyłożenia. – Myślę, że zagraliśmy dziś wszystko na co było nas stać. Zawodnicy zostawili na boisku sporo serca, siły i potu. Widać było ich zaangażowanie w obronie, ale widać też było różnicę klas pomiędzy dwoma zespołami – przyznał Konrad Jarosz, który krótko podsumował również cały sezon w wykonaniu swoich podopiecznych.

- Zakładaliśmy przed sezonem zajęcie szóstego miejsca w tabeli. Mamy siódme, więc pozostaje mały niedosyt. Najbardziej żal mi zremisowanego spotkania z Lechią Gdańsk, bo całą pierwsza część sezonu i przygotowania toczyły się właśnie pod ten mecz. Miał zbudować morale zespołu, a cenna wygrana i pewność siebie wymknęły nam się wówczas z rąk. Dalej konsekwentnie będziemy budować zespół w oparciu o swoich wychowanków, ale wiemy też, że nie możemy zrzucać największych obciążeń fizycznych na chłopaków, którzy mają 18, czy 19 lat. Dziś widać było jak wiele odstawialiśmy fizycznie w formacji młyna i tu właśnie planujemy wzmocnienia. Planujemy ściągnąć trzech zawodników, którzy będą mogli przyjąć na barki ciężar tej najcięższej pracy i staną się liderami młyna. Z taką trójką w pierwszej, drugiej i trzeciej linii oraz kolejnymi zdolnymi juniorami, którzy dołączą po wakacjach mamy duże szanse powalczyć o wyższe cele. Ogniwo i Budowlani SA będą jeszcze jakiś czas poza naszym zasięgiem, ale mamy potencjał oraz plan, by w przeciągu kilku lat zbudować pod Wawelem liczącą się siłę i sprawić, by kibice oglądali na naszym stadionie już tylko ciekawe i zacięte widowiska – zakończył szkoleniowiec.

Juvenia Kraków – Ogniwo Sopot 15:71 (3:30)
Juvenia: Grzegorz Gołębiowski 10, Krzysztof Jopert 5
Ogniwo: Wojciech Piotrowicz 12, Mateusz Plichta 10, Filip Porębski 10, Robert Olszewski 10, Łukasz Szablewski 9, Grzegorz Szczepański 5, Mateusz Mrowca 5, Stanisław Niedźwiecki 5, Aleksandr Czasowski 5
Juvenia: Krzysztof Pszyk, Krzysztof Jopert, Jerzy Głowacki, Jan Krawiec, Scott Clark, Mariusz Tumiel, Maciej Dorywalski, Marcin Siemaszko, Dariusz Janik, Grzegorz Gołębiowski, Bartłomiej Janeczko, Nestor Aguirre, Jesus Canizalez, Arkadiusz Korusiewicz, Jakub Rapacz.
Zmiennicy: Dominik Słaby, Leandro Narvaez, Tomasz Świadek, Grzegorz Goliński, Piotr Wieczorkiewicz, Maciej Sokołowski, Juliusz Krawiec.