Kości zostały... naruszone. W towarzyskim meczu rugby reprezentacja Polski pokonała w niedzielę 33:5 Arkę Gdynia. Spotkanie rozegrane zostało z okazji oficjalnego otwarcia Narodowego Stadionu Rugby w Gdyni. A ten "kontaktowy" sport - a raczej jego zawodnicy - mają za sobą często ciekawe historie.
Nowy stadion zbudowano za około 30 mln zł. Ma sztuczną, podgrzewaną murawę, nowoczesne oświetlenie i trybuny na trzy tysiące widzów.
- W tym przypadku nie można mówić, że wygrywając z gospodarzami zepsuliśmy tę uroczystość. To było bowiem święto nie tylko Arki, ale całego polskiego rugby. Wszyscy możemy być dumni z powstania takiego nowoczesnego obiektu - powiedział trener kadry narodowej Tomasz Putra.
Z "ustawek" na boisko
A kadra narodowa, podobnie jak całe rugby w Polsce, ma dość burzliwą historię. Obecni zawodnicy często w przeszłości byli na bakier z prawem i wywodzą się głównie ze środowiska pseudokibiców.
- Byłem chuliganem, jak każdy chyba. Gros chłopaków jeździło kibicować i zaczęliśmy razem trenować. (...) Nie wiem, gdzie bym był, gdyby nie rugby - wspomina Wojciech Ruszkiewicz, zawodnik Rugby Club Arka Gdynia. - Większość z nich to byli chłopacy, którzy interesowali się meczami, jeżdżeniem i szarpaniem się z kimś - dodaje Zbigniew Rybak, współzałożyciel klubu.
Gra w życie
Ci, kiedyś "niepokorni" dziś stali się wzorem. - Generalnie w Gdyni już nie mamy problemu z pseudokibicami, to wspomnienie lat 90. Dzisiaj to kochane chłopaki - wychwala Jerzy Zając, sekretarz miasta Gdyni i prezes Rugby Club Arka Gdynia
Bo poza życiem rugbysty, prowadzą też te "normalne" - dzielone między pracę i dom. - Każdy z nas pracuje, jest to amatorski sport - tłumaczy Ruszkiewicz.
A oprócz tego promują rugby wśród swoich następców. Klub rugbistów liczy w tej chwili 200 zawodników. Grają już dzieci w podstawówce, dla których miasto utworzyło w dwóch szkołach specjalne klasy sportowe właśnie o profilu.
Rugbyści nie chcą być kojarzeni z "cywilizowaną" bijatyką. - Staramy się na boisku krzywdy nie robić, nawet jak starcie mocne, to nie ma złośliwości w tym wszystkim - zapewnia Dariusz Komisarczuk, trener zawodników Arki.
Źródło: TVN24.pl